recenzja: Misfits "Static Age"

 

Misfits to kawał historii punk rocka, więc ciężko zrecenzować ich album unikając powtórzeń, gdyż o grupie napisano już chyba wszystko. Ja jednak spróbuję, gdyż nie jestem jakimś maniakiem punk'a i chyba dzięki temu mam trochę inne spojrzenie na twórczość amerykańskiej grupy. No to jazda ! Album "Static Age" to debiutancki LP Misifts, jednak wydany został dopiero w 1997 roku, czyli prawie 20 lat po jego nagraniu. Przejdźmy więc do zawartości muzycznej. Dostajemy 17 kawałków, o średnim czasie mniej więcej 2 minuty 30 sekund. Moim zdaniem nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie, gdyż słuchając płyty można poczuć się trochę znużonym: podobne tempo, podobny schemat w konstrukcji utworów oraz mała selektywność brzmienia niewątpiliwie nie zaliczają się na plus tego wydawnictwa. Ja zrezygnowałbym z kilku wypełniaczy typu "Come back" czy "Spinal Remains" i sądzę, że wyszło by to na dobre. No ale tak narzekam i narzekam, a przecież od tego albumu rozpoczął swoją przygodę z Misfits. Paradoks ? Możliwe, ale na "Static Age" są utwory wręcz olśniewające jak "Last Caress" czy "Attitude", które mają w sobie taką energię i polot, że trudno ich nie polubić. Ja dałem się przekonać, ale nie wiem czy każdy "strawi" ten krążek w całości. Co do warsztatu muzyków, to od razu rzuca się w uszy wokal Glenna Danziga. Jest bardzo orginalny, ma ciekawą manierę i doskonale pasuje do muzyki, lecz ja i tak wolę Danziga na jego solowych produkcjach:) A pozostali ? Grają żetelnie i bez przebłysków, lecz na tym polega istota tego grania, więc nie zaliczę tego na minus. Nadszedł więc czas na podsumowanie "Static Age". Warto więc czy nie ? Moim zdaniem warto, lecz nie na początek. Jeśli nie słyszałeś nigdy Misfits i pragniesz się przekonać co grają, lepiej posłuchaj "Famous Monsters" lub "Walk Among Us". "Static Age" to solidne rzemiosło, miejscami jednak już z tak zwanym błyskiem.
Ocena: 3+ / 6
 

Mittwoc