1999 – Słynne Potwory
Crimson Ghots Skull – to symbol Misfits, a za razem symbol rock’n'rolla. Ta piracka czaszka obok języka Rolling Stonesów i motocyklowych kurtek The Ramones weszła na stale w krwiobieg młodzieżowej kultury jako symbol, który stal się charakterystyczny już nie tylko dla Misfits, ale dla świata muzyki. Zespół miał i ma wielu oddanych fanów, którzy uwielbiają ich bezgranicznie. Wystarczy wspomnieć tylko, Metallice, która już za pośrednictwem Cliffa Burtona (nosił koszulki Misfits) wskazywała swoja fascynacje. To dziwi, ponieważ Misfits nie był nigdy zespołem grającym metal, co prawda elementy metalu pojawiały się na płytach kapeli, ale dla fanów metalu to za mało i dlatego pewnie Misfits miął olbrzymia rzesze wielbicieli wśród punkowców. Zespół powstał w 1977r z inicjatywy Jerrego Only i Glenna Danziga. Po wielu wspólnych płytach muzycy pokłócili się ze sobą. Danzig przez wiele lat nie pozwalał używać reszcie zespołu nazwy, gdyż miał do niej prawa. Sąd uznał jednak, że Doyle von Frankenstein, Dr. Chud i Jerry Only mogą nazwy używać. W 1997 roku, nastąpił wielki powrót, z Michaele Graves’em w roli wokalisty. I tak jest do dzisiaj, kiedy na rynku pojawia się kolejne wydawnictwo grupy – „Famous Monsters”. O zespole i płycie rozmawiałem z Jerrym – basista zespołu.
MH: Wydajecie nowa płytę….
J: Zgadza się. Płyta „Famous Monsters” kontynuujemy tradycje. Nawiązujemy do naszych pierwszych płyt „Bullet” i „Horror Business”
MH: Odnaleźć można również odniesienia do tradycji muzycznej.
J: Tak jak obiecywaliśmy po wydaniu poprzedniej płyty. Dla nas klasyka jest ważna. Utwór „Saturday Night” nawiązuje do lat 50., nawet w partiach wokalnych Michaele’a. Kompozycja „Scarecrow Man” skonstruowana na bazie rockabilly – Doyle w taki właśnie sposób gra w tym utworze na gitarze. Z kolei utwory „Scream”, „Living Hell” i „Fiends Club” to czyta emocja i szybkość. Mam na tej płycie swojego faworyta, jest nim „Forbidden Zone”, który przypomina „Astro Zombies” – najlepszy utwór w historii Misfits.
MH: Nie odchodzicie zbytnio w tekstach od motywów,do których nawiązujecie od lat?
J: Nie ulegamy trendom. W latach 70., kiedy młode zespoły zapatrzone były w sprawy społeczne, czy politykę my od tego odchodziliśmy. Uwielbiam filmy, zwłaszcza horrory. Tematyka tych filmów idealnie pasuje do naszej muzyki. Przedstawiamy inny świat, nie ten okropny, realny, ale ten karykaturalny, wynaturzony, pełen potworów, w które my jako ludzie często śie wcielamy tym razem z tekstami tez tak jest. Te wszystkie diabelskie postaci i monstra trzeba odbierać jak bohaterów dobrego filmu, który trzyma w napięciu.
MH: Misfits należy do grona zespołów, które wywarły wpływ na rozwój muzyki – czy to zbytnio was nie obciąża?
J: Rzecz w tym, że jesteśmy zespołem, który ciężko pracuje. Jesteśmy w tym biznesie 23 lata, niedługo minie już 25 lat, wiec zbliża się rocznica. Utrzymaliśmy do dzisiaj ten sam pomysł na prace, co na początku i staraliśmy się by świat nas nie zmiękczył. Staraliśmy się przez te lata być zespołem, który się ceni, zespołem grającym mocna muzykę i zarazem zespołem, który tworzy świetne utwory. Tak naprawdę nie obchodziło nas, jaka muzyka się dobrze sprzedaje, jaka muzykę się kupuje i co się dzieje z innymi zespołami na całym świecie. Misfits stal się legenda, dlatego, że przez te wszystkie lata walczyliśmy o to by nasza muzyka podążała w kierunku wybranym przez nas. Cały czas chodziło nam o to by fani myśleli dobrze o Misfits, ze ta nazwa będzie oznaczać coś specjalnego. Myślę ze to właśnie, dlatego staliśmy się legenda.
MH: Muzyka Misfits korzysta z wielu stylistyk, ma elementy hardcore.
J: Koncertowaliśmy z wieloma hardcore’owymi zespołami. Znam to granie. Może wyrażać wiele emocji. Lubię te muzykę i wiele zespołów, które go wykonują.
MH: Album „Walk Among Us” z 1982 roku jest protoplasta hardcore’u – czy się z tym zgodzisz?
J: Ten album jest hardcore’owy i rzeczywiście jest na tej płycie kilka numerów hardcore’owych . Jednak to, co chcieliśmy pokazać na tym wydawnictwie, to różnice miedzy nasza muzyka a hardcore. Wprowadziliśmy do naszej muzyki więcej melodii chcieliśmy spróbować chóru chłopięcego, pracowaliśmy nad tym, by udowodnić ze od strony wokalnej możemy być lepsi,niż bandy core’owe . Nasza muzyka miała te podstawowe elementy, ale nasze zawsze w nieoczekiwanym momencie robiliśmy coś by fan wiedział ze nie jest to płyta zespołu punkowego, czy hardcore’woego, tylko grupy Misfits
MH: W muzyce Misfits słychać wiele elementów metalu.
J: Próbowaliśmy pisać dobre numery. Nie dzielić ja na kategorie. Wiadomo ze albumy Misfits to zbiór wielu różnych utworów. Jedyna zasada jaka się kierowaliśmy to ta ze w 75% piosenki na płycie maja być szybkie i agresywne – nie mogło buc mowy o płycie balladowej.
MH: W takim razie czy punk jest dla ciebie istotny?
J: Tak, myślę ze punk jest świetny. Płyty Sex Pistols są świetne, szczególnie ich pierwsza płyta. Płyty Ramones tez są znakomite. Punk dlatego jest taki dobry, bo daje nowe spojrzenie na muzykę. Jest także stylem,który przechwytuje różne rzeczy od innych rodzajów muzyki.
MH: Misfits ma swój symbol, który wielu fanów sobie tatuuje – Czaszkę. Co sadzisz o tatuażach?
J: Tatuaż, który mam na ramieniu jest wzorem wziętym z mojej kurtki, przypomina mnie samego. Nasi fani maja dużo tatuaży, zauważam to zawsze, gdy gramy koncerty. Fajnie to wygląda, kiedy człowiek zdecyduje się wytatuować. Ale zawsze trzeba wiedzieć, czego się chce nie można działać przez przypadek, bo można wyglądać jak ściana wymalowana graffiti, czyli dużo, kolorowo i bez wyrazu. Lepiej mięć jedne tatuaż , niż zamalowane cale cialo.
MH: Jakiej słuchałeś muzyki w latach 70., kiedy powstawał zespól
J: Moje korzenie to Iggy Pop, Ramones , wczesny Dead Star. Misfits powstawał w okresie przejściowym, gdy muzyka nie była już dodatkiem, stawała się wyzwaniem i my to wyzwanie przyjęliśmy. Chcieliśmy być na szczycie tego wszystkiego, weszliśmy bardzo wysoko, choć były chwile załamań, niektórzy załamali się na dobre i już nie grają w kapeli. Nie mieliśmy w tamtych czasach jakiejś szczególnych fascynacji. Ciągnęło nas do scenicznych ekscesów Iggego Pop’a i treściwego czadu, jaki dawali Ramones. Krótkie utwory przepełnione energią.
MH: Na płycie Garage Inc Metallica gra kompozycje, Misfits „Last Carees” , „Green Hell” i „Die Die My Darling”. Jest to hołd dla Misfits. Czy tez tak to odbierasz?
J: Są to kompozycje z kanonu Misfits. Cieszę się ze takie gwiazdy jak Metallica Nas szanują. Osobiście nie dostrzegam teraz, by nasze dĽwięki rozwijały ten zespół, ale go podziwiam i lubię. Mam nadzieje ze nasze nowe płyty również bedą im się podobały, choć im jesteś starszy ,dojrzalszy, tym jesteś mniej podatny na wpływy. Czekamy wiec na nowe pokolenie, które będzie uczyło się grac muzykę na naszych numerach. Tak szczerze mówiąc, to idealnie się do tego nadają, gdyż układ melodyczny Misfits opiera się na rytmice, a tego można łatwo się nauczyć.
MH: Nagraliście „Famous Monsters” w niespełna trzy tygodnie. Nie lubicie siedzieć długo w studiu?
J: Nagraliśmy ja w takim terminie,ale długo się do niej przygotowywaliśmy. W ciągu trzech miesięcy zrobiliśmy około czterdziestu piosenek, z czego tylko kilkanaście trafiło na płytę. Lubię prace w studio, ale nie ma potrzeby przebywać tam dłużej niż jest to konieczne.
MH: Wasza poprzednia płyta wydana po reaktywowaniu to „American Psycho”. Jak obecnie odbierasz ta płytę ?
J: Czekaliśmy na jej nagranie bardzo długo. To była płyta spust, po tych wszystkich przetasowaniach z nawa grupy. Jak wiesz Lenn, nie chciał dobrowolnie pozwolić na granie pod ta nazwa, ale udało się. To była płyta, na jaka się czeka, jak na przyjście dziecka na świat. Jak już przyjdzie patrzysz czy ma wszystko na swoim miejscu. American Psycho to dobra płyta aktora ma w sobie wszystkie podstawowe składowe naszego grania.
MH: Tuz po wydaniu Amercian Psycho ,ruszyliscie w trasę z Megadeth. Jak to wspominasz.
J: Lubię muzykę Megadeth i chłopaków z tego zespołu. Jednak fani Megadeth nie rozumieją tego, co robimy. Na scenie poruszamy się szybko , nie mamy gitary prowadzącej i częściej używamy wokalu. To jest to, co przeszkadza w rozumieniu naszej muzyki przez fanów metalu. Te koncerty nie działały pozytywnie, nie było scenicznego komfortu, choć zestaw zespołów był niezły. Jednak każda z naszych kapel ma swoich oddzielnych fanów. I nie pomoże tutaj fakt, że osobiście się lubimy.
MH: Dlaczego Michael Graves nie śpiewał na tej trasie po Europie i Ameryce południowej? Czy tylko z osobistych powodów?
J: Nie pojął odpowiedzialności, musiał zrozumieć ze Misfits jest zespołem, który jest w ciągłym ruchu, ze Misfits działał o wiele wcześniej niż on chciał zostać piosenkarzem. Kiedy zdecydował się odejść z Misfits wiedział, że damy sobie rade bez niego. Wiec musiał wybrać czy chce być z nami,czy będzie robić cos innego, ale w końcu pojął o co chodzi i dzisiaj jesteśmy znowu razem.
MH: Zastąpił go Myke Hideous,ale tylko chwilowo.
J: Myke był zawsze moim przyjacielem. Zawsze chciał grac w kapeli i robić fajne rzeczy. Nadażyła się okazja grania w zespole, który lubi. Kiedy doszło do rozstania, dobrze ze zrozumiał, dlaczego musiał z zespołu odejść. Nie był najlepszym wokalistą.
Kiedy odszedł, zespół podjął decyzje by grac dalej, a to jest dla mnie najważniejsze.
MH: Tytuł płyty „Famous Monsters” został zaczerpiniety od Foorresta J. Ackermana, cieszącego się zła sławą maga z lat 70?
J: Znam go osobiście, jest naprawdę miłym facetem. Jako dziecko czytałem o nim ksiązki, co zainspirowało mnie do tego, by go „podczepić” do Misfits. Jesteśmy bardzo dumni ze mogliśmy to zrobić. Powróciliśmy jak gdyby do dzieciństwa. Cały czas żyjemy filmami grozy, to nasz świat fantasy oraz zagadkowych postaci, które działają jak magnes. Forrest był taka magnetyzującą postacią, tajemnicza i wręcz nikczemna. Dzisiaj okazuje się jednak ze zbyt dużo na jego temat rozważałem, robiąc z niego bardziej potwora niż człowieka, gdyż jak wspomniałem jest miłym człowiekiem.
MH: Do filmu Gorge Romero nagraliście trzy utwory, w tym dwa nowe : „Friend Without a Face” , i „If Look Could Kill”
J: Przyszłością dla zespołu Misfits, będzie nagrywanie piosenek na ścieżkę dźwiękową do filmów np. horrorów, ale nie tylko.
Możemy występować w filmie jako aktorzy drugo – trzecio planowi. W filmie „Bruiser” występujemy w jednej z finałowych scen. Gramy koncert na scenie klubu. Wykonujemy utwór Scream. Do tego utworu szykujemy również wideo z wykorzystaniem scen z filmu, który robi dla nas reżyser filmu Romero. Nie będzie to jednak jedyny teledysk do nowej płyty. Razem z Johnem Cafiero szykujemy się do zrobienia drugiego teledysku do numeru „Saturday Night”
MH: W odróżnieniu od wersji amerykańskiej, wersja europejska „Famous Monsters” zawiera dodatkowe trzy utwory „Devill Doll” „100000 Years BC” i „Helena 2″ . Dlaczego ?

J: Powodem było to by sprzedać w Europie coś innego, zainteresować tym Europę, by nasi fani kupili te płytę. Ponieważ Europa jest bardzo artystycznym miejscem, przyjeżdżamy tu i próbujemy nowych pomysłów. Pierwszy koncert, jaki graliśmy w Europie odbył się w Glasgow i było świetnie. Europejczycy są dobrze nastawieni dla nas. Chcieliśmy dać im w zamian coś ekstra i pokazać im ze ich szanujemy. To efekt marketingu ale np. Japończycy otrzymają płytę tylko z jednym bonusem w postaci utworu „Devill Doll”
MH: Czy lubisz grac 30 sekundowe utwory?
J: Jasne! Im krócej tym lepiej.
MH: Gracie taki 30 sekundowy kawałek na płycie „Short Music For Short People”
J: 101 niezależnych punkowych zespołów gra 101 niesamowicie krótkich 30 sek. kawałków. Nasz widnieje na płycie na pozycji 100. Pomyślałem ze to dobry pomysł. Mike z Fat Wreck Chords zaproponaował udział w nagraniu tej płyty. Ponieważ go lubię zgodziłem się. Stwierdziłem, że będzie dobra zabawa granie z innymi zespołami. Zagraliśmy „NY Ranger”. Graja tam fajne kapele, jest: Gwar, The Damned, NoFx, 7 Secounds. Niezły zestaw.
MH: W oryginale ten utwór ma 1,38 sek. – śpiewa go John Cafiero, ale w krótszej wersji wokalizę robi Michael Graves. Skąd te zmiany?
J: Rzecz w tym, ze Michael chciał koniecznie w tym numerze zaśpiewać, a ze to było tyko 30 sek … Oryginalna wersja tego utworu jest rzadka gdyż pojawiła się w limitowanej edycji na singlu. Stad pomysł na nagranie jej raz jeszcze.
MH: Skąd się wzięła nazwa twojej gitary „DeaVstator”
J: Trzeba mieć dobre imię by się dobrze sprzedało. Bez tego jest ciężko. To była pierwsza rzecz, jaka mi wpadła do głowy. Nazwa gitary. Potem dopiero przyszedł czas na szukanie nazwy dla zespołu. Gitara Doyla nazywa się z to „Anihilator”
MH: Uwielbiasz świat filmów grozy. Rozumiem ze sfera duchowa jest dla Ciebie ważna.
J: Wierze w niebo i piekło – w obydwa te miejsca. Moja rodzina to Włosi – katolicy. Moja babka ma w domu statuetkę Jezusa i rzeczy tego typu. Chciałbym, aby ludzie wierzyli w siebie nawzajem. Ludzie często są chciwi , są materialistami. Pieniądze są dla nich najważniejsze, ale do czasu gdy zdasz sobie sprawę z tego, że potrzebujesz Boga. Bóg cię nigdy nie opuści, chociażbyś ty go nawet opuścił…
MH: Wiesz zaskoczyłeś mnie trochę, bo Wasz image i inspiracje…
J: Jesteśmy sobą a to nie kłóci się z naszym wnętrzem. Nie potrzebujemy żadnej mody oprócz naszej własnej. Wiec współistnienie naszego zewnętrznego image z duchowością daje się pogodzić. Oczywiście mowie za siebie.
MH: Co sadzisz o muzyce u schyłku wieku, czy możliwa jest jeszcze jakaś muzyczna rewolta.
J: Myślę ze nie można tak powiedzieć. większość piosenek to piosenki o miłości. To rzecz, która zawsze występuje. Dla przykładu country poszło w te stronę. Sadze ze jak dotąd jest naprawdę świetna.
MH: Skoro jesteśmy przy takich rozważaniach, to może podzielisz się refleksjami dotyczącymi nadchodzącego milenium.
J: Mam nadzieje ze będzie to lepszy czas pracy dla mnie. Myślę ze zespół będzie w szczytowej formie swojej działalności. Będzie silniejszy niż był, tylko Metallica spośród wielu grup została z taką siłą. Weźmy np. The Clash Czy Ramones, ich już prawie nie ma. Myślę, że Misfits stanie się bardzo silny i będziemy starali się być na samym szczycie.
Na podstawie Metal Hammer
Artykuł znajduje się w kategoriach: Artykuły.





