1999 – Opowieści Niesamowite
Misfits są niepodważalnymi królami horror-rocka. O ile można mówić o takim muzycznym gatunku… Ale jak inaczej nazwać twórczość Amerykanów z The Misfits?
Ich płyta „Famous Monsters” jest z zamierzenia, przesiąknięta strachem – od samego tytułu, przez image muzyków, aż po specyficzne teksty utworów. Inna sprawa, że ten strach może się wydawać czasem trochę plastikowy… Bo mimo tego ze The Misfits robią wszystko by być jak najbardziej wiarygodnymi, to nikt chyba nie bierze ich tak do końca poważnie. Te wszystkie opowieści o duchach, o zabitych poćwiartowanych kobietach, czy coś tam jeszcze, mogą być przecież jedynie postrachem dla małych dzieci… Chociaż dzisiaj w erze Quake’a czy Blood’a przypuszczam ze nawet milusińskich, muzyka The Misfits nie jest w stanie przestraszyć…
Niemniej jednak, Misfits usilnie kreują się na nowych wyznawców horror rocka, podszytego punkiem. W wywiadach udzielanych prasie Jerry Caiafa alias Jerry Only – basista i lider Misfits – mówi z ogromnym przejęciem o mrożących krew w żyłach historiach, o których opowiadają utwory z „Famous Monsters”. Jerry potrafi też jednak realnie spojrzeć na rzeczywistość – opowiada” „Pracowałem w firmie wydawniczej specjalizującej się w heavy metalu i niestety wytwórnia zbankrutowała…
Zdecydowanie lepiej czuje się jako zwykły słuchacz, którego interesuje po prostu zdobycie ulubionego wykonawcy. Po tym przykrym doświadczeniu, Jerry nieufnie patrzy na szeroko rozumiany przemysł płytowy. Ta nieufność przeniosła się także na Misfits, Caiafa opowiada: „Na początku zamierzaliśmy współpracować z wytwórnią Geffen. Jednak akurat ta wytwórnia uparła się że wie lepiej niż my sami jak ma wyglądać Misfits. W końcu okazało się, że jednak nie za bardzo wiedza co z nami zrobić…” Misfits postanowili wiec poszukać bardziej przyjaznej wytworni fonograficznej. „Zwłaszcza jedna z wytworni wydawała się nam odpowiednia. Okazało się jednak, ze znów się pomyliliśmy. Człowiek grający muzykę potrzebuje, bowiem dwóch rzeczy: pieniędzy i czasu. Ta wytwórnia zaoferowała nam godziwe wynagrodzenie, ale z organizacja czasu było już dużo gorzej. Cały czas graliśmy koncerty, byliśmy czymś zajęci… Zdecydowaliśmy, ze musimy znaleźć label, który zajmie się nami zawodowo. To znaczy zapewni nam i pieniądze i czas..” Jak widać spore wymagania, a może inaczej – cenią swoja prace… W końcu trafili pod dobre skrzydła – „Famous Monsters” wydala firma Roadrunner Records, znana ze swej solidności… Nowa płyta Misfits ma niezła promocje – cieszy się tez uznaniem starych i nowych fanów grupy. Jerry tak opowiada o planach na przyszłość: „Pod koniec roku zamierzamy wydać demo zatytułowane „Mars Attacks” i rozprowadzać je przez nasz autoryzowany fan club. Później zamierzamy wypuścić typowo kolekcjonerski singiel – będzie to specjalna edycja na zielonym winylu… Okładka „Mars Attacks” została zaprojektowana przez Eda Repke i strasznie nam się podoba… Chyba nie może być inaczej – Repka był w latach 80. najbardziej rozchwytywanym ilustratorem w heavy metalowym światku. Współpracował z takimi sławami jak Death, Evildead czy Megadeth… Jerry : „Repka miał kiedyś jakieś zatargi z Dave’em Mustainem. Poszło o jakąś okładkę Megadeth. Ed nie miał zamiaru mieć kłopotów i wycofał się z muzycznej branży. Na szczęście Ed jest zbyt znakomitym artysta, by mógł ot tak po prostu wycofać sie. W latach 90. powrócił do biznesu i mimo ze wiele osób posądzało go o to ze jest on zbyt zapatrzony w stylistykę metalu z lat 80. to moim zdaniem zdaniem jest to naprawdę niesamowity artysta . Jego prace wyglądają po prostu fantastycznie „. Muzycy Misfits jak widać lubią współpracować z najlepszymi – wideo do ich nowego teledysku „Scream” inscenizował sam George Romero – reżyser takich horrorów jak „Noc zywych trupow” czy „Dzień Śmierci”. Basista Misfits mówi o Romero z najwyższym szacunkiem: „Jego film „Noc Żywych Trupów” zawsze był dla nas ogromna inspiracja. Nawet podczas nagrywania „Famous Monsters”. Praca z Georgem była dla nas spełnienie marzeń. Nagraliśmy dwie piosenki do tego filmu, zatytułowanego „Bruiser”… Teledysk Misfits zyskał wiec najlepszy szlif – Romero uznawany jest za prawdziwego obrazoburcę, a jego film „Dawn Of The Dead” (w Niemczech pod tytułem „Zombie”) miał swego czasu ogromne problemy z cenzura. Klip do singlowego „Scream” trwa tylko dwie minuty, ale to wystarcza, by w trakcie jego oglądania ludziom o słabszych nerwach zrobiło się słabo… Fabuły kolejnych planowanych teledysków oczywiście również będą straszyć. Muzycy Misfits chętnie planowaliby nakręcenie całej serii teledyskow-horrorow. „Chętnie nakręcilibyśmy taka serie… Oczywiście fabuła historii wynikałaby ze specyfiki utworu. Na przykład do numeru „Dust To Dust” nakręcilibyśmy cos o Frankensteinie a do kawałka „Forbidden Zone” pasowałyby zdjęcia z filmu „Planeta Malp”. Zreszta muzycy Misfits maja w tej dziedzinie duże pole do popisu – przerażająca cześć ich utworów ma przecież za zadanie straszyć. Chociażby „Saturday Night”… Jerry: ?To jest typowa historyjka psychologiczna. Bardzo typowa i świetnie się nadaje do tego by nakręcić do niej video. Morderstwo i miłość – temat tej piosenki – to przecież doskonała historia dla każdego filmu. Zresztą przyznam się ze najpierw powstała sama historia,a potem dopiero pisaliśmy do niej muzykę. Mieliśmy jakieś 50 muzycznych pomysłów i wszystkie doskonale pasowały do „Saturday Night”. Wybraliśmy jednak muzykę,która najlepiej sprawdza się na koncertach. Tak -”Saturday Night” to zdecydowanie niezły, koncertowy numer…”. Wiadomo ze w przyszłości Misfits dorobiło się kilku mega przebojów („Die Die My Darling”, „Green Hell” ,”Last Carees”), które to dziś powracają do nas w postaci coverow. Najlepszym przykładem jest choćby Metallica, Która sprawiła, że muzyczny świat na nowo zrócił oczy w kierunku Misfits. Ciekawe czy muzycy Misfits odczuli już na swojej kieszeni ten nagły wzrost popularności. Już sam fakt,ze Metallica, wypłaca im tantiemy za możliwość grania ich coverow, nie pozostaje tu bez znaczenia… Jerry wydaje się jednak tym nie przejmować. Mówi z rozbrajająca szczerością: „Nie mieliśmy jeszcze czasu, żeby sprawdzić stan swoich kont.” Jokoas mu nie wierze …Przecież na początku zapewniał,ze dla muzyka najważniejszy jest czas i pieniądze… Tym bardziej, że wbrew temu, co sadza niektórzy,praca w zespole to ciężka harówka. „Wszystko oczywiście zależy od tego, jaka pozycje masz w zespole… Jeśli piszesz muzykę i teledyski, a do tego jesteś jeszcze liderem, to masz naprawdę ciężkie zadanie. Granie w zespole to nie żarty, to ciężka odpowiedzialna praca „. Patrząc na image, jaki stwarza wokół siebie Misfits, trudno nie wierzyć w tą ciężką pracę. Utrzymanie tych umięśnionych torsów, rzeczywiście musi wymagać ciężkiej morderczej pracy….
Na podstawie Metal Hamer
Artykuł znajduje się w kategoriach: Artykuły.





